Anne Ursu - Złodzieje cieni



Złodzieje cieni
Anne Ursu
Tytuł oryginalny: The Shadow Thieves
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Seria: Kroniki Kronosa #1
Rok wydania: 2006


Charlotte to trzynastoletnia dziewczynka, która jest zimna i chłodna, ale ona tak nie uważa. Ma nadopiekuńczych rodziców. Tata jest nauczycielem w szkole, a mama pisze książki. Kiedy pewnego dnia wraca do szkoły nie spodziewa się tak druzgocących wieści - jej kuzyn, Zachary, przyjeżdża do nich z Londynu. Na pozór brzmi cudownie, ale wcale tak nie jest. Wokół chłopaka dzieje się coś niepokojącego, wszyscy jego znajomi zapadają na przedziwną chorobę. Nikt nie spodziewa się, że to wszystko za sprawą młodego Brytyjczyka. Kiedy mała Char odkrywa tajemnicę swojego kuzyna, nie wie czy on nie zwariował, żartuje czy mówi prawdę. Kiedy dwoje trzynastolatków ma przed sobą misję, wejście do Kariny Umarłych, poznanie samego wielkiego Hadesa, który ma uratować świat. Czy wrócą żywi z zaświatów i uratują świat? Jak radzić sobie w świecie, gdzie mitologia grecka okazuje się prawdą?

Niektóre książki wymagają ofiar, i to ciężkich. Była to druga, może trzecia książka, przy której straciłam czas. Niecałe trzysta stron dłużyło mi się strasznie, zero humoru, akcji. Tylko nudne paplanie narratora. Możliwe, że przeżyłabym książkę, jeśli Charlotte byłaby narratorką. Książka była nuda, sięgnęłam po nią tylko dla mitologii greckiej, ale oprócz wymienionego Prometeusza, kilku potworów, Persefony i bliżej nieznanego kolesia, którym jest niejaki Hades. Naprawdę jestem mocno zdziwiona, że mity nawet nie pokrywałby się z prawdą. Ze strony na stronę treści mitów mieszały się lub zmieniały się. Na początku wątrobę Promka wyżerały orły(?), później okazało się, że były to harpie(???).

Wierzcie mi lub nie, ale jestem strasznie wyczulona na zmienność treści, jak i na nie znanie treści książek, ale wypowiadanie się o nich (jest to jednak długa historia, nie na tę chwilę). Lubuję się też w mitologii i jakoś nie jestem skłonna uznać tej książki za namiastkę oddającą antyczną atmosferę.

Charlotte jest małą, nieznośną, wiecznie nie zadowoloną dziewuszką, która ma jedną pozytywną cechę (lub nie, zależy kto to mówi) - świetnie kłamie i ma gadane. To można jej oddać. Świetna kłamczucha z małej rozkapryszonej córeczki. Zee jest chłopakiem o dżentelmeńskim zachowaniu i wrażliwej naturze. Ale, na Boga, pytam się skąd to zdrobnienie? Jak?

Postaci drugoplanowe, jak rodzice dziewczynki są tak bardzo nudni, że bardziej się nie da. Bezosobowe postaci, wręcz zawadzają w cale nie lepszej fabule. Mało, kiedy mam tak złą opinię o jakichkolwiek postaciach, ale tutaj nie mogłam znaleźć żadnej pozytywnej cechy, nawet jeśli bym chciała.

Akcja była strasznie powolna i mimo mojego oczekiwania na jakieś wielkie BUM!, nic takiego nie nastąpiło. Czekałam tez na jakąś ogromną tajemnicę, ale już w drugiej części, bo sama powieść podzielona jest na pięć, wiedziałam, jak to się skończy. Według mnie to wystarczyła połowa, męczącej lektury, żeby wyjaśnić i zakończyć całą wielką przygodę bohaterów. Co do narracji też mam pewne, a może właściwiej będzie powiedzieć, że ogromne!, zastrzeżenia. Autorka pokazała całą narrację jako wszystko wszechwiedzący dzieciak! Naprawdę, tak jakby z bohaterami była trzynastoletnia, chaotyczna wyrocznia, którą naprawdę ciężko się słucha. Z samą sprzedażą informacji było naprawdę ciężko. Momentami się gubiłam i zaczynałam wątpić w moje czytanie.

Jeszcze nigdy dwieście osiemdziesiąt siedem stron nie dłużyło mi się tak bardzo. Kilka razy próbowałam przerwać lekturę, ale mówiłam sobie: Nie! Musisz przeczytać. I co? Zawiodłam się, oj, bardzo. Liczyłam na coś dobrego, coś przyjemnego. Niestety trafiłam na marną podróbkę kreacji świata z Percy'ego Jackson'a. Nie zrozumcie mnie źle, ale tu nawet nie można tego porównać. O ile miał to być świat mitologii, to pojawianie się może z pięciu imion bogów nie czyni jej nawet dopuszczającej.



Złodzieje cieni | Syreni śpiew | The Immortal Fire
Copyright © 2014 Wąchając książki , Blogger