Moira Young - Dzikie serce



Dzikie serce
Moira Young
Tytuł oryginalny: Rebel Heart
Wydawnictwo: Egmont
Seria: Kroniki czerwonej  pustyni #2
Rok wydania: 2014


Saba, po odzyskaniu brata, ma tylko jeden cel - znaleźć Jack'a. Próbuje ucieczek, ale na nic się one zdają. Wraz ze swoimi towarzyszami podróży stara się przetrwać, odnaleźć ukochanego i wrócić do żyznych ziem, na których osiądą. Kiedy Meav przynosi wieści o miejscu spotkania, Saba nie czeka, rusza tam gdzie zaprowadzi ją serce. Po drodze napotyka wiele niebezpieczeństw, czy sobie poradzi? Czy po raz kolejny uratuje swoją rodzinę, przyjaciół, ukochanego od niechybnego losu, ku jakiemu zmierzają.

Po drugi tom sięgnęłam ochoczo, już tego samego dnia rozpoczęłam czytanie trylogii, która powaliła mnie pierwszym tomem na kolana. Z początku byłam nieco zaskoczona faktem, że autorka znowu zwolniła akcję. Pierwszy tom, widziany oczami Jack'a, był nudny, ale dość ważny. Niestety ta część z początku była typowa - nic nie znacząca, odstęp pomiędzy pierwszą a trzecia częścią.

Krwawy szlak był wspaniały i wyłamywał się z dotychczas przybranych wzorców przez autorów, z gatunku dystopii, dlatego moje rozczarowanie Dzikim sercem było jeszcze większe. Z początku, choć byłam niezadowolona z rozłąki Saby z Jack'iem - kolejny typowy schemat, to mogłam to przełknąć, w końcu coś musi się dziać. Chociaż problemy bohaterów były istotne i zasługiwały na ujęcie ich. Pewnie ja inaczej, bym to napisała, ale nie jestem przecież pisarką.

Wiedziałam, tak jak wcześniej wspominałam, nie miałam za dużo do oczekiwania już po pierwszym rozdziale książki. Schematy, schematy i jeszcze raz schematy, które mimo licznych prób pani Young wyrwania się spod nich, nic nie dały. Możliwe, że byłabym bardziej pozytywnie nastawiona, gdyby nie trójkąt miłosny, ku któremu niechybnie zmierzała Saba. Jestem pewna, że sama książka nie straciłaby, gdyby zamiast rozbicia bohaterki, można by dać więcej scen akcji, dodać i zmienić bieg wydarzeń, który, co tu dużo mówić, nudzi a miejscami irytuje.

W pierwszej recenzji wspomniałam o moim podobieństwie do Saby. Tutaj wszystko odszczekuję. Polubiłam dziewczynę, ba!, nawet byłam ją w stanie zrozumieć na początku i porównać do mnie, ale później? Kierowały nią uczucia, których nie jestem w stanie pojąć aż do teraz. Poczuła się zdradzona? A gdzie jej zaufanie? Miłość, którą deklarowała? Nie spodziewałam, że jest tak lekko myślna, chociaż kierowała się swoimi przekonaniami. Jej nagły zwrot o sto osiemdziesiąt stopni był dziwny, za mało było uczuć. 

Przez całą powieść, a przynajmniej jej większość, autorka próbuje przekonać Czytelnika o wyjątkowości głównej bohaterki, jaka z niej wojowniczka i silna młoda kobieta, dla której najważniejsza jest rodzina, oddana swojej miłości - i jestem z tego zadowolona. I nagle trach!, zmienia się. Jej zmiana wychodzi wcale nie na lepsze, lecz na gorsze.  Byłam zaskoczona jej przemianą, manipulacją i zachowaniem, o które nie osądziłabym najgorszego wroga. Nie wiem, co się z nią stało i nie chcę wiedzieć. Jakbym miała przed sobą zupełnie inną osobą, nową bohaterką, która mnie przeraża i odpycha.

Myślałam kilkakrotnie nad pomysłem wykreowania w tej części bohaterów. Zdziwiło mnie to, że wszyscy się zmienili. Po prostu, nagle są silni, kochający, pomagający sobie nawzajem i w jednej sekundzie, kilku stronach nieufni, wredni, oszukują siebie wzajemnie, oceniają. Pytam się więc, gdzie są bohaterowie, których polubiłam w pierwszej części? Gdzie oni się schowali? 

Weźmy na przykład Lugh, kim on jest? Nie poznałam go za dobrze, ale z opowieści snutych przez Sabę można pomyśleć, że jest jakimś średniowiecznym rycerzem o złotych puklach i mężnym, czystym sercu. A naprawdę jest nieczułym, upartym i infantylnym chłopaczkiem, który nie potrafi podjąć sam decyzji, upiera się przy swoich przekonaniach, ale robi wszystko na przekór innym.

Język, chyba jako jedyny się nie zmienił, nadal był wymieszany, tak samo jak brak dialogów, ale łatwo się przyzwyczaić. Za to akcja podzielona jest na dłuższe fragmenty, które nudzą i zdezorientują. Kilka razy złapałam się na tym, że na jednej stronie urywa się wątek, na drugiej (nawet w trakcie jednej rozmowy) już jest inny temat, to właśnie doprowadzało mnie do szału. Nie rozumiałam też usilnie wciskanego do fabuły DeMalo. Był on nudną, wręcz odpychającą postacią, moim zdaniem zupełnie zbędną, a przynajmniej rola jaką przybrał. Było go, jako postaci, mało i dobrze - za to jestem wdzięczna.

Starałam się znaleźć jakieś plusy, naprawdę. Nie mogłam uwierzyć, że po tak dobrym początku autorka zniszczyła tak dobrze zapowiadającą się historię. Niestety jest to kolejny schemat: pierwsza część super, hiper, mega a druga i trzecia to wyciskanie z siebie siódmych potów, żeby doprowadzić do końca to, co zmieściłoby się w pierwszej części. Zwyczajnie trzeba było uśmiercić kilka osób i zmienić zakończenie. Nie pierwszy i nie ostatni raz zawiodłam się na dobrze prosperujących trylogiach.




Za książkę dziękuję wydawnictwu:


Copyright © 2014 Wąchając książki , Blogger