Amy Meredith - Cienie


Cienie
Amy Meredith
Tytuł oryginalny: Shadows
Wydawnictwo: Amber
Seria: Dotyk ciemności #1
Data wydania: 2010


Eve jest popularna lubiana i uwielbia modne ciuchy. Większość jej czasu i myśli zaprzątają nowości w świecie mody, przechadzanie się po sklepach. Dziewczyna właśnie idzie do pierwszej liceum i ze swoją najlepszą przyjaciółką Jess, która w sprawach mody nie odstępuje jej na krok. Pewnego dnia w Hamptons - jej rodzinnym mieście, pojawiają się Luke i Mal. Oby dwoje seksowni, idealni, ale tak bardzo różni. W tym samym czasie, w mieście, ludzie zaczynają widzieć demony i trafiać do zakładu psychiatrycznego. Evie odkrywa w sobie pradawną moc, a z pomocą przychodzą jej przyjaciele - Jess i Luke. Czy pozbędą się nieproszonych gości z miasta? Kto, tak naprawdę, jest guru demonów?

Temat demonów jest powszechnie używany w literaturze paranormal romans. Choć uważam, że do tego tematu trzeba podchodzić ostrożnie i z rezerwą. Powszechnie wiadomo, że wilkołaki, wampiry i inne stworzenia z legend są uważane za demoniczne podmioty. Nie ma historii o nich, bez poruszenia delikatnego tematu religijności. Jestem wyczulona na takie wtrącenia, ale właśnie w całej treści lektury było tego niewiele, co mnie trochę zaskoczyło, ale uspokoiło. Nie musiałam się denerwować, że książka skierowana jest do danej grupy ludzi, czy też Czytelnik będzie patrzył przez pryzmat chrześcijaństwa na samą akcję. Autorka bardzo umiejętnie omija, to co zmusiłoby do dalszych refleksji. Powieść miała charakter odmóżdżająco-wkurzający.

Po zakończeniu lektury Cieni nie byłam pewna, co dokładnie mam myśleć. Książka wzbudzała sprzeczne uczucia. W jednej chwili byłam zadowolona z biegu wydarzeń, kilka stron dalej płakałam nad głupotą głównej bohaterki i jej przyjaciółki. Jak na mnie, to strasznie długo męczyłam się z czytaniem, żeby później ostatnie czterdzieści stron, pokonać w dwadzieścia minut. Mimo najszczerszych chęci, próbowałam się przekonać do szybszego ogarnięcia treści, bohaterów i akcji, ale książka poważnie działała na moje samopoczucie.

Eve jest typową amerykańską dziewczyną. Nie pytajcie, co znaczy typowa amerykańska dziewczyna, bo sama nie wiem, ale właśnie taka wydaję mi się główna bohaterka. Nie wydaję się dziewczyną z barwną paletą zalet, ani też wad. Po prostu jest i czasem irytuje swoimi głupimi tekstami, które są tak płytkie jak kałuża po deszczu. Zastanawiałam się, dlaczego pani Meredith wybrała właśnie ją, dlaczego jej kreację skończyła na zwykłej, zbyt głupiej, żeby była prawdziwa - dziewczynie. Mimo wszystko, była autentyczna. Trudno uwierzyć, że to ona miała supermoc i miała uratować miasto, ale dawało to dziwnego przekonania, że to świetna decyzja.

Jess jest tak głupia, że aż śmieszna. Jej przywiązanie do wyglądu i do mody jest zbyt żałosne i na siłę wykreowane. Ulubiony temat Jess? Ciuchy, fryzury, buty, kosmetyki, fryzury, ciuchy i buty. Przez pół książki zastanawiałam się nad jej rolą, a przez drugie pół: kim ona jest? Była irytująca i zagadkowa. Nie byłam również fanką Luke'a, co może zaszokować, ze względu na imię i moją mini obsesję. Luke, to typowy flirciarz, który może mieć każdą i z tego korzysta. Do tego wiecznie naprzykrza się głównej bohaterce, komentując jej przywiązanie do wyglądu. Byłabym z nim, ale zaczynało to nudzić i irytować, bo kiedy tylko się pojawiał, to jeździł po niej jak po łysej kobyle.

Powieść sama w sobie jest dobra. Świetny, młodzieżowy język, który pasuje do klimatu. Akcja prowadzona jest na zasadzie lini krzywej. Raz zapiera w dech, tryska humorem, a później powraca się do normalnych rozterek dwóch dziewczynek, które nie wiedzą jakie buty wybrać na imprezę u super kolesia. Nie mniej jednak, uważam, że cała seria ma potencjał i z własnej, chorej ciekawości przeczytam kolejne tomy.


Cienie | Polowanie | Gorączka | Zdradzona
Copyright © 2014 Wąchając książki , Blogger