Fenomeny, czyli kto jest modny, kto geniuszem




Wiadomo, że zawsze i od zawsze jest moda na jakiś książkowy gatunek, autora czy nawet serię. Było tak z Harry'm Potter'em, Igrzyskami śmierci, John'em Green'em, Nicholas'em Sparks'em, New Adult i Young Adult. Co prawda, moja myśl będzie dotyczyć fenomenu wcześniej wymienionych pisarzy, nie serii i gatunku - to tematy na osobne posty.

Ze Sparks'em, którego twórczość mogę określić 3 razy ch: cholerne ekranizacje, cholernych książek, cholernego Sparks'a. Oczywiście, ja w rzeczywistości użyłam mniej artykułowanych wyrazów, też na "ch". Nieważne, jakich słów użyłam, najważniejsze, dlaczego ekranizacje. Już tłumaczę, chodzi o to, że moja przygoda z powieściami Nicholas'a jest raczej krótka, bo przeczytałam 1,5 książki i na tym się skończyło (jak na razie). Dlaczego? Nie wiem, brak chęci, za dużo łez czy po prostu zniechęcenie przez I wciąż ją kocham? Jestem świadoma, że jako zapalony czytelnik i recenzent nie powinnam tak patrzeć na książki i wziąć się wreszcie za niego. Nie mam najmniejszego pojęcia, dlaczego tak jest, ale od wczoraj, kiedy obejrzałam kolejne dwa filmy, które są na podstawie jego książek, musiałam z siebie wyrzucić to wszystko. W sumie zostały mi tylko dwa do zaliczenia i będzie wszystko, ale głównie chodzi mi o to, dlaczego był on lub nadal jest, zależy dla kogo, nazwą samą w sobie - geniuszem romansu i powieści obyczajowych.

Może chodzi o łzy, które wylewam za każdym razem, kiedy mam do czynienia z nazwiskiem tego oprawcy uczuć, czy piękno z jakim ukazuje miłość lub życie. I znowu pokuszę się o stwierdzenie: nie mam pojęcia. Uważam, że łączy on upadek, choroby, śmierć ze szczęściem, miłością i pełnią życia. Wybory, których dokonują bohaterowie są różne, od dobrych do złych, ale nikt ich nie ocenia, oprócz nas. Mamy do czynienia z prawdziwym życiem, wyidealizowanym, czasem nie prawdziwym. Może starsi doświadczeniem, powiedzą, że to istnieje, ja nie. Jednak lubię tego typu filmy, bo zawsze odzierają mnie z jakiejkolwiek nadziei, a ja wbrew pozorom, nie lubię jej mieć. 

Co do najnowszego fenomenu, John'a Green'a, to z ręką na sercu powiem, że nie wiem co w nim jest cudownego. Uważam, że w dzisiejszych czasach był potrzebny ktoś, kto trafi do każdego, bo ma te swoje śmieszne metafory, które zawojowały świat i niezbyt wymagających czytelników. Taka prawda, tylko nieliczne osoby, z którymi miałam do czynienia, zrozumiały powieści i nie zachwyciły się nimi. Przyjemnie się czyta, nie powiem, łzy też były, zaliczony do ulubionych autorów, ale dupy nie urywa. Może Gwiazd naszych wina, bo nie było za dużo powieści o raku, walce o życie i przegrywaniu lub wygrywaniu - zależy jak na to spojrzeć. Papierowe miasta, powieść o akceptacji i ucieczce, kiedy robi się za gorąco. Szukając Alaski? Tego już nie wiem, bo powieść jest kiepska, nie zrozumiałam jej wielkiego fenomenu w Polsce.

Green jest dobry, ale w końcu poszedł na ilość, nie na jakość. Poprawił się, to jasne, ale nadal - po wydaniu jego zbiorowych dzieł, których jeszcze nie tknęłam (sorry, not sorry) - jestem zmuszona powiedzieć, że chyba w Ameryce ucichło, bo poszedł w dość kontrowersyjne tematy (Will Grayson, Will Grayson). Po części, jak widzę zachowanie polskich panienek na temat homoseksualistów, który, padniecie trupem, kochają bardziej niż hetero i muszą się ukrywać. Dobre sobie. Nie jestem homofobem, chociaż ostatnio słyszałam, że nasza flaga jest utożsamiana z homofobią... nie ważne.

Podsumowując? Sparks rządzi, Green mniej. Nie lubię mody na autorów, powieści i takie tam. Bawi mnie robienie zdjęć z książkami po ich filmowych premierach, chociaż sama często sięgam później po powieść, jak w przypadku Nicholas'a, nie chwalę się. Sparks jest fenomenem już kilkanaście lat i zasłużonym. Piękne historie (Pamiętnik, Najdłuższa podróż) czy mniej piękne, raczej typowe wyciskacze łez (Dla ciebie wszystko). Green ucicha, aż do następnej premiery, co jest złe. Świadczy o przemijaniu ludzkiej kariery i wcale nie świadczy o genialności, ale o modzie. Green jest modny, Sparks geniuszem.
Copyright © 2014 Wąchając książki , Blogger