O co właściwie chodzi?


O co właściwie chodzi z komentarzami? W blogosferze jestem od 2012 roku (przynajmniej na blogspocie), może troszkę wcześniej i odkąd sięgam pamięcią liczne komentarze były moim marzeniem. Jest to jakaś dawka pozytywnej energii, kontaktu z czytelnikami lub słuchanie krytyki od osób, które są odbiorcami mojej pracy, w którą wkładam część serca, poświęcam wolny czas, i często, nerwy. Narzekanie nie jest moim celem, który pragnę wpleść w ten post, ale sytuacja, która zdarzyła się mi, jako czytelniczce bloga.

Nie dalej jak wczoraj, w późno popołudniowych godzinach, pewna blogerka - nie wymienię jaka, bo jest to bez celowe, większość nie zajmuje się tą tematyką, która dotyczy koni i zawodów - potraktowała mój komentarz dość specyficznie, wrogo i odstraszająco. 

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale jeżdżę konno od ośmiu lat, sportowo. Jeździłam dużo koni, oduczałam złych nawyków, nie chwaląc, nie było to coś wielkiego, zwykłe zabawy, które pomagały im zrozumieć, że to co robię, nie zawsze oznacza jedno, ale mniejsza o to. Nie mówię, że jestem mistrzynią, ale trochę się na tym znam. Po zawodach jeżdżę od sześciu lat, od pięciu startuję i nieraz mogłabym się wykłócać z ludźmi, którzy pisują swoje porady do gazet. Podsumowując trochę znam się na Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego, skokach przez przeszkody, ujeżdżeniu, sprzęcie, regulaminach i na samych treningach, więc naturalne jest, że nie dam gówniarze sobą pomiatać. Post na jej blogu dotyczył ME i, jako że moim marzeniem, było wystartować na takich zawodach, to zapytałam się kulturalnie dlaczego wystąpiła całe zawody na biało (szkoda czasu na wyjaśnianie, że w próbie terenowej można jechać na jaki kolor się chce). Na to ona chamsko, że 2012 w Strzegomiu tak ustalono i głupio do zebry przyszywać orzełka (czaprak we wzór zebry i godło Polski, bo Kadra Narodowa) oraz cholerne TRZY KROPKI na końcu zdania o zebrze. Myślę sobie: okey, ale przecież ktoś tam startował w granatowym czapraku, i tak też napisałam. Jej odpowiedź? Chyba we Włoszech... Dokładny cytat i znowu TRZY KROPKI. Nic mnie tak bardzo nie wkurza jak trzy kropki, kiedy odpowiadam w komentarzach i w ogóle nie ma to racji bytu. Zwłaszcza, że Polak jechał na kolorowym...

Po co, to poruszyłam? Bo odniosłam wrażenie, że w pierwszym komentarzu, który był trochę obszerniejszy i bardziej profesjonalny, niż to przedstawiłam tutaj, autorka dostrzegła, że jednak coś wiem i mogę ją skrytykować, bo wypisuje bzdury. Nie miałam takiego zamiaru, ale czasem zdarza się jej napisać bzdurne rzeczy. Nie wiem, co ją tak obraziło? To, że coś wiem? Czy to, że zadałam mało taktowne pytanie, albo może  byłam za stara lub za wredna jak na jej mniemanie? Nie wiem. Może po prostu jest naburmuszoną gówniarą, która dostała gwiazdę z nieba lub wyżej sra niż dupę ma, jak mówi moja madre.

Za to, zauważyłam, że jak bardzo pochlebiały jej komentarze, typu: Świetnie pojechałaś cross lub Dobrze Wam poszło, w przyszłym roku im dokopiecie. Otóż nie, moje małe nieświadome koleżanki, Polska nie dokopie w przyszłym roku, ani za dwa lata, czy nawet za pięć na ME. Nie mamy koni i jak się okazuje warunków, żeby dokopać Niemcom, Holendrom, Brytyjczykom czy Francuzom.

Jaki jest sens tego posta? Chciałam Wam pokazać jak autorzy mogą postrzegać osoby, które jak się okazuje, coś wiedzą. Autora bloga jest najłatwiej poznać po komentarzach. Mnie również czasami krew zalewa, jak trafiam na agresywny komentarz lub Super recenzja, bo przecież tutaj chodzi o recenzję. Kiedy ochłonęłam i zdałam sobie sprawę, że przecież konie i opisy zawodów są dla mnie ważniejsze, niż dwulicowa autorka, to zrobiło mi się lepiej. Miałam już do czynienia z taki dziewczynami, które jeżdżą konno i zadzierają nosa, jako że miałabym im czyścić buty, bo przesiaduje z moim koniem całe dnie, a nie z nimi.

Uprzedzam post nie ma napiętnować, ale jestem wredną osobą, co podkreślałam już kilka razy i chciałam Was uczulić na takie niestosowne zachowanie wobec czytelników. Mówcie co chcecie, ale ja uważam swoje i głupie komentarze, które nic nie wnoszą są bezsensu. Najlepsze są te z nutką krytyki, kipiące różnymi zdaniami autorów, zachęcające do dyskusji. Bywa też tak, że nie odpowiadam na komentarze, ale wtedy po prostu uznaję, że nie ma takiej potrzeby. 

A Wy mieliście ciekawe przygody z blogerami?


Copyright © 2014 Wąchając książki , Blogger