Lucinda Riley - Róża Północy


Róża Północy
Lucinda Riley
Tytuł oryginału: The Midnight Rose
Wydawnictwo: Albatros
Seria: -
Rok wydania: 2016

Myślę, że każdy czytelnik czeka na książki, które w pewnym sensie zmienią jego nastawienie do życia. Nie mówię tu o jednym egzemplarzu, lecz o większej ilości, która daje nam doświadczyć uczuć, które tylko fikcyjna historia może dać. W powieści Riley można doświadczyć nie tylko kontrastu egzotycznych Indii z deszczową Anglią czy polityki rządzącej XX wiekiem. Nie, ta opowieść jest o prawdziwej miłości, trudnych losach hinduskiej dziewczyny w uprzedzonej, nietolerancyjnej Anglii i magii.

Uwielbiam, kiedy akcja powieści dzieje się w Wielkiej Brytanii, a dołożenie do tego egzotyki oraz zwyczajów Indii, tylko spotęgowało mój apetyt na Różę Północy. Powieść pokochałam już od pierwszych stron, kiedy to początek historii bardzo mnie wzruszył. Opowieść życia Anachity przeplata się z losami jej prawnuka Ari'ego, który wyrusza śladami dawnego życia swojej prababki, która z Indii wyruszyła do Anglii, tam gdzie wszystko się zaczęło.

Trudno mi stwierdzić, do kogo w głównej mierze należała opowieść. Autorka wplata w fabułę mnóstwo bohaterów, którzy odgrywają bardzo znaczącą rolę w historii, a jednak to właśnie słowa Anni najbardziej owocują w magię. Młoda Hinduska nie należy do postaci, które zazwyczaj spotykam w powieściach. Nauczona życiem, poniewierana przez los, nie szczędzona przez świat - nabrała doświadczenia, mądrości oraz łagodności. Co prawda, jej postać jest jeszcze bardziej złożona, ale właśnie żeby poznać jej osobę, warto zagłębić się w historię, która jej dotknęła.

Ari zmęczony życiem pełnym sukcesów, sięga po historię swojej prababki, którą ona spisała. Bardzo spodobał mi się właśnie jego udział we współczesności, chociaż odgrywał on bardzo małą rolę, jak na mój gust. A jednak jego powrót do korzeni, zrozumienie swojego położenia były ba nad wyraz kluczowymi momentami w opowieści. Mamy jeszcze Rebekkę, której postać bardzo mnie zaintrygowała i jej losy, odkrycia czy przygody czytałam z zapartym tchem.

Na koniec, po skończeniu obu historii, bardzo trudno mi stwierdzić, która część była lepsza - przeszłość czy teraźniejszość. Słowa Anachity przepełnione były nostalgią, dawną miłością i bólem. Jej opowieść zawładnęła mną w całości i bardzo trudno było mi oderwać się od jej ciężkich, a zarazem pięknych losów. Za to współczesny wątek obracał się własnie wokół powrotu do tradycji oraz ściśle związany był z wątkami rozpoczętymi przez Anni.

Różna Półcnoy to powieść nie tylko o miłości, Anglii czy Indiach. To historia, która wzruszy nawet najtwardsze serca. Riley opisuje prawdziwą siłę miłości, przyjaźni, tradycji, opinii społeczeństwa, ale również strachu i bólu. Książka ocieka bardzo wyszukanymi emocjami, opowieściami na łamach historycznych wydarzeń. Najciekawszym zabiegiem jest własnie wielopostaciowa narracja, różne punkty widzenia, różne społeczności.

Nie pokochałam Róży Północy tylko ze względu na miejsca, gdzie osadzona jest akcja, ale również dla samej historii, która w pewnym sensie złamała mi serce, ale w samych superlatywach. Nie mogłam oderwać się od tejże magicznej historii, która wzruszyła mnie, wywołała szczere łzy oraz złamane serce. Polecam, ponieważ ta powieść dała mi nowe spojrzenie na literaturę, świat i historię. 

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU ALBATROS!

Wyzwanie: +3cm
Copyright © 2014 Wąchając książki , Blogger