Anna Lange - Clovis LaFay


Clovis LaFay
Anna Lange
Tytuł oryginalny: Clovis LaFay
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Seria: Magiczne akta Scotland Yardu #1
Rok wydania: 2016

☆☆☆☆☆☆

Po Magiczne akta Scotland Yardu, tak wolę tytułować tę książkę, sięgnęłam zupełnie spontanicznie. Na początku pomyślałam, że jest to jakiś zagraniczny autor, który zna się na rzeczy, jeśli chodzi o wiktoriańską Anglię. Później, zupełnie przypadkiem, dowiedziałam się, że Anna Lange jest Polką, co całkowicie osłabiło mój entuzjazm. Nie uważam, żeby Polak dobrze oddał klimaty XIX-wiecznych Wysp, w czym autorka mnie utwierdziła. Prawdę mówiąc, myślałam, że Lange zmieni mój stosunek do rodzimych twórców, że jeszcze jest nadzieja, ale Magiczne akta były dokładnie takie, jak się spodziewałam. Nie będę ukrywać, że miałam dziwne odczucie, że ta książka była jednym wielkim, a na dodatek niezbyt dobrym wprowadzeniem do historii, po którą już raczej nie sięgnę.

Chciałam na początku zaznaczyć, że nie jest to bardzo zła książka. Ma wiele wad, ale trzeba wziąć pod uwagę, że jest to debiut - chociaż niezbyt udany. Przede wszystkim trudno mi jest określić czego dotyczyła książka, jaki był główny wątek i przede wszystkim gatunek, oprócz tego, że jest to fantastyka, a bohaterowie potrafią czarować. Można by w ostateczności pokusić się o stwierdzenie, że autorka pokazała nową stronę magii, ale zupełnie mnie to przekonało. Dużo było o nekromancji, która do tej pory bardzo mnie ciekawiła, ale w tej pozycji wyszło na to, że nekromanta to właściwie robi wszystko i nic.

Jednak najbardziej irytujące okazały się trzy sprawy, przez które nie mogłam do końca wgryźć się w całą historię: książka z błędami, którą miała w posiadaniu panna Alicja Dobson. Na serio, ten wątek ciągnął się przez kilkadziesiąt stron z czego ewoluował w jakiegoś nudnego potwora. Druga rzecz, to tajemniczość, która moim zdaniem była słabo zaakcentowana, nie wzbudzała pragnienia poznania rozwiązania zagadki, a wręcz odstraszała. Zamiast chcieć więcej, pragnęłam zapomnieć o tej książce raz na zawsze. A ostatni mankament, to język czy też narracja. Przez całą powieść czułam się, jakby wytłumaczenie rzeczy było co najmniej łaską, a wszystko co dzieje się w książce: relacje między bohaterami i ich stosunki z magią były tak oczywiste, że to aż śmieszne, żeby wszystko tłumaczyć. Raz akcja poszła w dobrym kierunku, ale koniec końców tylko jeszcze bardziej pogubiłam i zniechęciłam.

Największym plusem był główny bohater, chociaż żałuję, że było go tak stosunkowo mało na początku. Clovis, ponieważ założyłam, że jest on głównym bohaterem, był niezwykle interesujący. Bardzo ciekawiły mnie jego magiczne zdolności, co autorka, jakby na złość, pomijała i bardziej skupiała się na rodzinnych waśniach, których nawet do końca nie zrozumiałam. Podobała mi się niezależność pana LaFay i jego zagadkowe, ale otwarte podejście do życia i magii. Był inteligenty, pracowity i zdolny.

W powieści było jeszcze wiele, wiele bohaterów, o których szybko zapominałam. Nie odznaczali się niczym szczególnym, a przywołanie ich w mojej pamięci wymagało cofnięcia kilku stron. Jak na mój gust, było ich za dużo, jak na tak nikłą obecność w całej historii. Odznaczali się tylko John, który bardzo mnie irytował, ponieważ nie przejawiał żadnych konkretnych cech, oraz jego siostra Alicja, której też nie zdołałam ogarnąć.

Tak jak wspomniałam wcześniej, atmosfera była ciężka. Czytałam już kilka książek, gdzie akcja osadzona została w XIX-wiecznej Anglii i po prostu przepadałam wśród pięknych sukien, tańców czy wystawnych bali. A w przypadku powieści Lange nie mogłam się wczuć. Miałam wrażenie, że autorka w ogóle nie wzięła pod uwagę stanu faktycznego, ale po prostu strzelała na chybił trafił. Niestety, nie jestem na tyle obyta w temacie, żebym mogła to stwierdzić na pewno, ale takie jest moje wrażenie. Do tego ten charakterystyczny, jak ja to mówię: polski język.

Nie napiszę, że polecam albo nie polecam, ponieważ spotkałam się już z osobami, które nie przepadają za tego typu powieściami, a bardzo ta pozycja bardzo im się podobała. Mnie osobiście nie przypadł do gustu i na pewno nie sięgnę po kontynuację. Przykro mi z tego powodu, ponieważ do ostatniej strony wiązałam z tą książką duże nadzieje i nie poddawałam się. Uważam, że Magiczne akta Scotland Yardu miały większy potencjał, który nie został nawet w jednym procencie wykorzystany.

#1 Clovis LaFay | ?

ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU SINE QUA NON!
Copyright © 2014 Wąchając książki , Blogger